|
|
|
... 152. Czy można kochać kogoś, kto w ogóle się ze mną nie liczy? Robi to, na co ma ochotę. Ja siedzę w domu, a on idzie do znajomych, wraca po 8 godzinach, w środku nocy, pijany... jakby nie było telefonów, sms’ów, jakby po przyjściu nie było języka, by coś na swoje usprawiedliwienie powiedzieć. Nawet nie spyta, jak mi minął czas. Tylko przy następnej nadarzającej się okazji, gdy jest na mnie zły za jakiś drobiazg, będzie insynuował, że pewnie też dobrze się tego dnia bawiłem, z pewnością sprowadziłem sobie stado facetów z czata. Urlop spędziliśmy osobno. tzn. ja w domu, a on ze znajomymi nad jeziorami. Gdy wrócił, i dowiedział się, że wszystkie wieczory spędziłem w domu sam, raz byłem wieczorem u naszych znajomych, bo już w domu biła mi palma, to się obraził. To jest jakaś paranoja, niedorzeczność, związek skazuje mnie na więzienie. Tak trudno mu wytłumaczyć, że mamy mieć takie same prawa, bo inaczej, to wszystko się rozpadanie, inaczej będę robił rzeczy w tajemnicy przed nim i nic nie będzie o mnie wiedział, skoro wszystkiego mi zabrania. Choć on jednocześnie może robić wszystko, i to jest rzecz oczywista, naturalna. Nawet nie musi się pytać, tłumaczyć, radzić, dyskutować tych kwestii ze mną. Po prostu zawsze stawiał mnie przed faktem dokonanym. Ostatnio bardzo źle się czuję, ponoć jakieś nerwobóle, nerwica żołądka i ból nerwów około żebrowych, nie mogę się ruszyć, całe dnie leżę. Ale on nawet nie do końca wie, co mnie boli, nie interesuje go to zbytnio. Nie ma w nim tej dawnej troski, współczucia, opieki. Szyderczo naśmiewa się, wymyśla mi, że udaję, że hipochondrię mam wrodzoną, i tak naprawdę nic mi nie jest, że tylko gram. Jego cynizm i sarkazm sięgają daleko, nie potrafię ich zaakceptować. Nieraz zdarza się, że mi złorzeczy, ubliża, bym był jeszcze bardziej chory, ale tak naprawdę, bez udawania tylko prawdziwe i głębokie cierpienie. Nieraz patrzę na niego w nocy, gdy leży obok, i czuję jakby to był zupełnie inny człowiek. Dlaczego tak bardzo się zmienił? Mało czasu ze sobą spędzamy, szczególnie od czerwca. Stał mi się obcy, dziwnie odległy. Nieraz gdy przychodzi, to wydaje mi się, że tylko interesowanie, i że byłoby lepiej, gdyby go nie było. Nieraz gdy go nie ma, marzę by był i przytulił.
nowaliteratura 2009-08-26 01:33:20 skomentuj (3) ... 151. My chyba jednak jesteśmy sobie pisani. Znów się spotykamy od dwóch tygodni. Znów jesteśmy razem. I jest dobrze. Ja zaciskam wargi na pewne zachowania męża. Mąż akceptuje moje dziwactwa i rzekomych tysiąc „zdrad”. I jest OK, kochamy się! Nadal potrafimy się przytulać. Potrafimy się kochać na sto różnych sposobów. Potrafimy się sobie zwierzać na pewne tematy, a nawet nadal szukamy porad.. i radzimy sobie nawzajem. Bo w sumie, to kto zna nas tak dobrze, jak my sami siebie? Tylko od czasu do czasu dochodzą do moich uszu i do mojej świadomości zachowania niektórych naszych znajomych, które gdzieś tam jednak mimo woli zastawiają piętno w naszym aktualnym bycie. Przychodzi zastanowienie, jak to ludzie tak prosto z mostu potrafią wystawiać opinie, szarżować wyrokami, oceniać, osądzać, opiniować. Prawie mnie nie znają, a jednak wypowiadają się tak dobitnie na mój temat. Może taka rzeczywistość, XXI wiek, tak należy, tak trzeba? Koleżanka Mariola, ponoć nawet przyjaciółka, ostatnio dzwoniąc do męża była bardzo zszokowana, że my ciągle jeszcze jesteśmy razem. Bo ona wprost myślała, że mój mąż, to już przynajmniej od kilku miesięcy jest sam, bo przecież nie sposób być z takim zerem jak ja. Kolega Łukasz doradzał, że on nie mógłby być z kimś takim jak ja, chodziło mu o mój fałsz, dwulicowość etc, A sam będąc z kimś - w moim odczuciu w pseudo związku - ma ciągle konto na fellow, gdzie ma wpisane stan wolny i umawia się z chłopakami na seks. Nie mówię już o jego partnerze, nie osądzam, tylko widziałem, że przez niego też już wiele razy płakał. I ktoś taki ma śmiałość mnie osądzać? Wydawać opinie na mój temat? Po prostu żenada i o pomstę do nieba, albo piekła, zależy kto w co wierzy, to wszystko woła. Kolejne osoby na tapetę: 10-letnia koleżanka mojego męża Lidka i jej ugrzeczniona (ale chyba tylko jakieś 10 minut na dobę) aktualna towarzyszka Magda. No ok., Madziu, kiedyś miałaś męża, kiedyś dużo przeszłaś, nawet Ci próbowałem zaufać, ale dostałem kopa w twarz porządnym glanem, wiec spadaj, tylko proszę nie słuchaj więcej Closterkellera. Możesz ożenić się z Marylą Rodowicz, jeśli Cię zechce. I nic to, nie muszę się przyjaźnić i wyjeżdżać na wakacje z kimś, kto w sumie nie chce mnie znać. Kolega Waldek, któremu nigdy złego słowa nie powiedziałem, z którym wiele imprez razem przeżyliśmy, który imponował mi w 100 %....... nagle wypowiada słowa, że „nigdy więcej nie chce mnie widzieć, nie chce mnie znać.” *** To wszystko sprawia, że tracę wiarę w siebie. Może rzeczywiście wierzyć snom, że trzeba już przed 40-tką chorować i umierać? Bo czy naprawdę jestem taki do niczego? A może tylko takimi nieodpowiednimi ludźmi się otaczam? A jutro, po opublikowaniu tej notki, z pewnością zwariuję, więc nie spodziwewaj sie przypadkowy czytelniku szybko następnej.
nowaliteratura 2009-08-13 02:11:02 skomentuj (1) gaydar narraganset siurek homiki homopak między nami |
księga gości tu zaglądam robert b. brooke cultofan kammel poszukiwany prawie zdeptany kociak homo love xell amelia gej gay machine gun . 100 PYTAŃ DO MANIFEST e-bitonalnego 2009 sierpień lipiec maj kwiecień luty 2008 listopad sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec styczeń 2006 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec styczeń 2005 grudzień październik lipiec maj marzec styczeń 2004 grudzień wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień © design by QQ |